
Wiosną na drogach pojawia się problem, który zna niemal każdy kierowca. Asfalt po zimie często jest w kiepskim stanie, a ubytki potrafią zaskoczyć nawet na znanych trasach. Nagle pojawia się huk, samochód traci stabilność i zaczyna się stres, w takich chwilach pojawia się jedno pytanie, kto za to odpowiada i czy można odzyskać pieniądze za naprawę.
Zarządca drogi odpowiada za jej stan. Droga musi być bezpieczna dla kierowców
Zgodnie z wyjaśnieniami Rzecznika Finansowego za stan nawierzchni odpowiada jej zarządca, czyli instytucja ustawowo zobowiązana do utrzymania drogi w należytym porządku. W zależności od kategorii trasy obowiązki te spoczywają na państwie, samorządzie województwa lub władzach konkretnego miasta. Należy jednak pamiętać, że odpowiedzialność ta nie jest automatyczna i powstaje wyłącznie wtedy, gdy uda się wykazać konkretne zaniedbanie po stronie urzędników. Kluczowe jest udowodnienie, że podmiot odpowiedzialny wiedział o ubytku lub przy zachowaniu należytej staranności mógł go wykryć, a mimo to nie podjął żadnych działań naprawczych. Sam fakt istnienia dziury w jezdni nie zawsze wystarczy do uzyskania pieniędzy, zwłaszcza jeśli uszkodzenie powstało nagle, np. w wyniku gwałtownej ulewy, a zarządca nie miał jeszcze realnej możliwości, aby na nie zareagować.
Zarządca trasy ma ustawowy obowiązek regularnego kontrolowania jej stanu technicznego oraz sprawnego usuwania wszelkich pojawiających się zagrożeń. Do jego podstawowych zadań należy również wyraźne i czytelne oznakowanie niebezpiecznych miejsc, których nie udało się naprawić natychmiast po zgłoszeniu. Zaniechanie tych czynności może zostać uznane za rażące zaniedbanie i stanowić podstawę do ubiegania się o wypłatę odszkodowania z polisy OC zarządcy.
Odszkodowanie jest możliwe do uzyskania. Dokumentacja to absolutna podstawa.
Kierowca ma prawo żądać zwrotu kosztów naprawy, jeśli awaria pojazdu wynika bezpośrednio ze złego stanu infrastruktury drogowej. Aby proces zakończył się sukcesem, muszą zostać spełnione jednocześnie trzy przesłanki, czyli powstanie realnej szkody, wykazanie winy zarządcy oraz udowodnienie związku przyczynowego między tymi zdarzeniami. Trzeba jasno wykazać, iż zniszczenie felgi czy zawieszenia było bezpośrednim skutkiem wjechania w konkretną wyrwę. Warto przy tym pamiętać, że w przypadku przebicia opony często zachodzi konieczność wymiany obu sztuk na tej samej osi ze względów bezpieczeństwa, co sądy i firmy ubezpieczeniowe coraz częściej uznają za uzasadniony wydatek.
Zbieranie materiału dowodowego bezpośrednio po zdarzeniu ma fundamentalne znaczenie dla powodzenia całego procesu odszkodowawczego. Największą wartość mają wyraźne zdjęcia uszkodzonego koła i samej dziury, najlepiej z uwzględnieniem charakterystycznych punktów orientacyjnych lub nazwy ulicy. Bardzo pomocna okazuje się także oficjalna notatka sporządzona przez wezwany patrol policji lub straży miejskiej.
Wysokość wypłaty zależy od naprawy. Nie każda dziura oznacza wygraną
Kwotę należnego odszkodowania ustala się na podstawie realnych wydatków, jakie właściciel pojazdu musi ponieść, aby przywrócić go do stanu sprzed awarii. Podstawą do rozliczeń może być zarówno faktura z warsztatu za wykonaną usługę, jak i profesjonalnie przygotowany kosztorys rzeczoznawcy. Co istotne, roszczenie o pieniądze powstaje już w chwili uszkodzenia samochodu, co oznacza, że nie trzeba czekać z wnioskiem do momentu zakończenia wszystkich prac u mechanika.
Należy mieć na uwadze, że w niektórych specyficznych okolicznościach odpowiedzialność za zdarzenie może zostać ograniczona lub podzielona między dwie strony. Każdy przypadek jest analizowany bardzo indywidualnie przez rzeczoznawców, którzy biorą pod uwagę wszystkie zebrane na miejscu dowody oraz relacje świadków. Jeśli okaże się, że kierujący pojazdem jechał z prędkością znacznie przekraczającą limit lub całkowicie zignorował ustawione znaki ostrzegawcze, może stracić prawo do pełnej kwoty rekompensaty.
Podobne wiadomości