
Łódź znalazła się na ostatnim miejscu, razem z Poznaniem, w tegorocznym rankingu miast przyjaznych kierowcom przygotowanym przez serwisy Oponeo i Janosik. W zestawieniu uwzględniono dziewięć największych polskich miast, liczących ponad 300 tys. mieszkańców. Pod uwagę wzięto siedem kategorii, m.in. ceny paliw, opłaty za parkowanie, średnią prędkość poruszania się po mieście, liczbę stacji ładowania samochodów elektrycznych oraz liczbę kolizji.
Choć Łódź w żadnej z kategorii nie zajęła ostatniego miejsca, słabsze wyniki w kilku obszarach sprawiły, że ostatecznie zamknęła stawkę. Kierowcy korzystający na co dzień z łódzkich ulic nie mają jednak wątpliwości, że poruszanie się po mieście potrafi być dużym wyzwaniem.
Jednym z problemów są prowadzone w mieście remonty. Kierowcy zwracają uwagę na rozkopane ulice, zmiany organizacji ruchu, oznakowanie i niewielką liczbę miejsc parkingowych.
Wiktor Stańczyk z Zarządu Dróg i Transportu w Łodzi przyznaje, że część czynników uwzględnianych w rankingu pozostaje poza wpływem miejskich służb. - Na część z nich nie mamy po prostu wpływu, chociażby ceny paliw czy ceny usług wulkanizatora - tłumaczy.
Problemem jest także średnia prędkość jazdy. Jak wyjaśnia Wiktor Stańczyk, wpływa na nią między innymi specyfika zabudowy Łodzi. - Jeżeli chodzi o prędkość poruszania się, no to tutaj musimy pamiętać o zabudowie naszego miasta, która jest dość ciasna, a jednocześnie wymusza ona dość często przejazd przez samo centrum, przemieszczając się z osiedla na osiedle. To powoduje większe zatory i też przez to ta średnia prędkość w godzinach szczytu jest nieco niższa - mówi.
Na słaby wynik Łodzi wpływa nie tylko infrastruktura. W rankingu uwzględniono również liczbę kolizji. W Łodzi odnotowano ich blisko 8 tys., czyli około 12 zdarzeń na tysiąc mieszkańców. Pod tym względem gorszy wynik miał tylko Lublin.
Zdaniem Krzysztofa Kołodziejczaka, prezesa Stowarzyszenia AUTOS, jednym z problemów jest skłonność kierowców do przekraczania prędkości. - Uważamy wszyscy się za mistrzów kierownicy, że możemy pędzić po drogach bardzo szybko i na pewno sobie poradzimy do momentu stworzenia jakiegoś dużego zagrożenia i wtedy dopiero zaczynamy przeglądać na oczy - mówi.
Ekspert zwraca uwagę na różnicę w drodze hamowania. Przy prędkości 50 km/h wynosi ona około 28 metrów, natomiast przy 70 km/h sięga już około 45 metrów.
Na zachowania kierowców mogą wpływać także same remonty. Zamknięte ulice zmuszają ich do korzystania z objazdów, co wydłuża czas przejazdu. - Dużo ulic jest pozamykanych, kierowcy często korzystają z jakichś dziwnych objazdów, nie jeżdżą tymi głównymi drogami, bo są zamknięte. No i w pewnym momencie ten czas przejazdu im się wydłuża i zaczynają się śpieszyć, zaczynają jeździć coraz szybciej, no żeby dogonić ten czas przejazdu, który do tej pory mieli głównymi drogami - wyjaśnia Krzysztof Kołodziejczak.
Zarząd Dróg i Transportu przekonuje, że obecna sytuacja jest w dużej mierze związana z trwającymi inwestycjami. Remonty mają się jednak zakończyć, a ich efektem mają być bezpieczniejsze i wygodniejsze drogi.
- Remont za remontem rozkopują wszystkie drogi, no ale co z tego? To jedno znacznie nie skończą, drugie zaczynają. To moment przejściowy, ponieważ remonty w końcu się skończą. Będziemy mieli w pełni wyremontowane drogi bez dziur, które będą też oczywiście bezpieczniejsze - zapowiada Wiktor Stańczyk.
Miasto inwestuje również w nowe torowiska. Chodzi nie tylko o poprawę transportu publicznego, ale także o zachęcenie mieszkańców do rezygnacji z samochodów. - Oprócz samych dróg remontujemy i budujemy nowe torowiska, tak aby zachęcić część mieszkańców, aby zostawili swoje samochody w domu, a skorzystali z komunikacji miejskiej - dodaje.
Podobne wiadomości