Motoryzacja rozwija się szybko, ale bez sensu. Rosnące ceny i coraz wyższe koszty wymuszają zmiany

2 tygodnie, 2 dni temu - 21 grudnia 2025, Motofakty
Motoryzacja rozwija się szybko, ale bez sensu. Rosnące ceny i coraz wyższe koszty wymuszają zmiany
Kolejny rok minął szybko. Jak prognozuje Instytut Badań Rynku Motoryzacyjnego Samar, w roku 2025 sprzedało się 593 tys. nowych samochodów osobowych, ponad 40 tysięcy więcej aniżeli w roku poprzednim.

Ceny nowych aut wzrosły przez rok nawet o 10-15%. Jest to efekt nowych regulacji Unii Europejskiej i konieczności stosowania droższych technologii bezpieczeństwa oraz stosowania bardziej złożonych napędów hybrydowych i elektrycznych. Samochody stają się ponadto centrami multimedialnymi połączonymi z Internetem, AI, asystentami głosowymi i są coraz częściej zintegrowane z urządzeniami smart home.

Najpopularniejszym modelem wśród klientów indywidualnych jest KIA Sportage przed Toyotą Yaris Cross, Toyotą C-HR, Volkswagen T-Roc i Dacią Duster. Wśród klientów firmowych najczęściej rejestrowanym modelem jest Toyota Corolla. Na drugim miejscu plasuje się Skoda Octavia, dalej Hyundai Tucson i Toyota Yaris. Czołową piątkę zamyka Toyota C-HR. Udział firm w sprzedaży wynosi prawie 70 proc., gdyby nie sprzedaż flotowa, to przewróciłby się cały rynek.

Nie bardzo wiadomo jak to się dzieje, ale spory wzrost na rynku (7 proc.) notowany jest w klasie samochodów Premium. Co czwarte nowe auto jest z tego segmentu, a cena 250 tys. zł to norma. Ludzie – jak często piszemy – wcale nie muszą być bogaci, chcą być tylko bogatsi od sąsiada i aby to było widać kupują BMW, Audi, Mercedesa, Volvo lub Lexusa.

Polska jest bodaj jedynym krajem w Europie, gdzie ludzie kupują często auta droższe niż ich roczne zarobki. W pewnym uproszczeniu – kupujemy samochody, na które nas nie stać, za pieniądze których nie mamy (leasing), żeby zaimponować ludziom, którzy mają nas, delikatnie mówiąc, w poważaniu. Tak, czy inaczej, samochody Premium mają dwie ceny - jedną za samochód, a drugą za coś czego inne auta nie mają. W Mercedesie płaci się za znaczek, w BMW za dźwięk, w Audi i Volvo za prestiż. 

Tymczasem technologia i funkcjonalność w autach „zwykłych”, Premium i luksusowych zazwyczaj są takie same, albo co najmniej podobne. Lubimy to porównywać do zegarków, gdzie można kupić przyzwoite Seiko za 1,5 tys. zł albo tak samo przyzwoitą Omegę za 50 tys. zł, albo Rolexa za 100 tys. zł. Każdy z tych zegarków ma nowoczesne mechanizmy, solidne i trwałe materiały i co najistotniejsze w tym przypadku… pokazuje dokładnie tę samą godzinę.

Wracając do samochodów. Z bardzo drogich i luksusowych aut, w tym roku sprzedano w Polsce 79 Ferrari, 76 Bentleyów, 46 Astony Martiny, 44 Alpine, 43 Lamborghini, ale także 21 Rolls Royce-ów. Ile kosztują te samochody wiedzą tylko sprzedawcy i nabywcy, bo klienci luksusowych samochodów lubią je personalizować. W tej klasie dla nabywców cena nie ma znaczenia, a podbicie wyjściowej o nawet kilkaset tysięcy zł to żadne wydarzenie.

Rośnie udział w rynku samochodów elektrycznych (+9,1 proc.). Trend ten jest napędzany przepisami Unii Europejskiej. Elektryki z założenia mają prostszą budowę (brak skomplikowanego silnika spalinowego) co przekłada się na ich niższą awaryjność i potencjalnie większą żywotność. Umożliwiają również cichszą i płynniejszą jazdę. Wyzwaniem pozostaje wciąż niewystarczająca ilość stacji ładowania, czas ładowania i zasięg.

Polacy kupują coraz więcej pojazdów pochodzących z Chin (+8,9 proc.). Niektórzy kierowcy chwalą je za atrakcyjny wygląd, bogate wyposażenie i niskie ceny, inni narzekają na jakość wykonania, problemy z elektroniką i niedopracowane systemy wspomagające kierowcę. Szacuje się, że do końca roku zarejestrowanych zostanie 45 tysięcy nowych chińskich aut. Na liście najpopularniejszych modeli znajdują się: MG HS, Omoda 5, Jaecoo 7, MG ZS, BAIC Beijing 5 i BYD Seal U.

Rok minął też pod znakiem sytuacji ciekawości wielkiej. Powrócił temat polskiej marki samochodów elektrycznych. Projekt jakiś czas temu był „anulowany”, ale firma ElectroMobility Poland nie rezygnuje i chce nadal budować fabrykę. Z budżetu państwa, czyli za nasze. Teraz w nowej formule jako element hubu produkcyjno-rozwojowego. W grze jest około 4,5 miliarda złotych. Według ekspertów produkcja samego samochodu, bez silnej marki, przy obecnym poziomie konkurencji nie da wartości ekonomicznej. Innymi słowy, z dużym prawdopodobieństwem pieniądze będą „przepalone” a przedsięwzięcie nierentowne. Jedyna korzyść mogłaby wynikać z aspektu społecznego budowy fabryki, jej wpływu na lokalną społeczność i tworzenia miejsc pracy.

Sejm przegłosował, a prezydent podpisał ustawę, która wprowadza surowsze kary za rażące naruszenia przepisów drogowych. Zmienia się system punktów karnych, zasady jazdy na buspasach, wchodzi obowiązek kasków dla najmłodszych. Nowe prawo zakłada odebranie prawa jazdy za przekroczenie dopuszczalnej prędkości o więcej niż 50 km/h na drodze jednojezdniowej dwukierunkowej poza obszarem zabudowanym. W Polsce zawsze obowiązywała filozofia kary. Zabrać, ukarać, najlepiej od razu powiesić, aby był spokój. 

W całej Polsce stoją znaki nazywane przez kierowców „prowokatorami”. Na trzypasmowej, prostej jezdni wjazdowej S17 do Lublina od strony Warszawy, pojawia się nagle znak 60 km/h. Wszyscy jadą szybciej, taka jest droga, a tu nagle, z tyłu pojawia się policyjne BMW w cywilu i kasuje. Tą metodą nie dojedziemy do niczego.

Pojawia się coraz więcej odcinkowych pomiarów prędkości (OPP). Na trasie Warszawa-Białystok zainstalowano trzy nowe, między węzłem Zielonka i Wołomin, na obwodnicy Ostrowi Mazowieckiej i na wysokości miejscowości Kołaki. Projekt realizowany przez GITD zakłada, że do 30 czerwca 2026 r. pojawi się 128 nowych stacjonarnych urządzeń rejestrujących, w tym: 43 odcinkowych pomiarów prędkości, 70 fotoradarów, 10 urządzeń do monitorowania przejazdu na czerwonym świetle na skrzyżowaniach, 5 urządzeń do monitorowania przejazdu na czerwonym świetle na przejazdach kolejowych.

Przemysł motoryzacyjny w Europie traci swoje przewagi, tysiące miejsc pracy znikają, a deficyt handlowy rośnie w zastraszającym tempie. Jednym z głównych problemów są rosnące koszty energii. Brak synchronizacji ambicji klimatycznych z przemysłową rzeczywistością w zbiegu z zawirowaniami gospodarczymi i geopolitycznymi prowadzi do powolnej utraty globalnej pozycji.

Teraz Komisja Europejska wycofuje się z całkowitego zakazu sprzedaży w UE nowych samochodów spalinowych od 2035 roku pozostawiając jednak wymóg redukcji emisji spalin CO2. Oznacza to, że istotną rolę nadal będą mogły odgrywać hybrydy plug-in, hybrydy samoładujące, miękkie hybrydy oraz samochody z silnikami spalinowymi. Lepiej później niż wcale.

Przed nami 2026 rok. Wszystkim życzymy tańszych samochodów, szerokich dróg i bezpiecznych powrotów!

Support Ukraine