
Ewidentnie spuszczamy z tonu - powiedział w radiowej Jedynce Piotr Szypulski, dziennikarz "Auto Świat", odnosząc się do wcześniejszych zapowiedzi o milionie aut elektrycznych na polskich drogach. Przyznał jednocześnie, że obecny plan jest bardziej realistyczny niż projekt Izery.
Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej (NFOŚiGW) podpisał umowę inwestycyjną z ElectroMobility Poland (EMP) dotyczącą finansowania projektu Polskiego Hubu Elektromobilności w Jaworznie. Finansowanie w wysokości 4,5 mld zł pochodzić będzie ze środków KPO. Projekt ma pozwolić na stworzenie nowoczesnej fabryki aut elektrycznych, rozwijanie krajowych kompetencji technologicznych oraz zwiększenie udziału polskich i europejskich dostawców w łańcuchu produkcji. Za trzy lata po drogach mają jeździć pierwsze polskie samochody elektryczne. Spółka chce produkować 100 tys. samochodów rocznie. W projekt zaangażuje się tajwański koncern Foxconn, który będzie partnerem strategicznym spółki ElectroMobility Poland.
- 100 tysięcy to już w tej chwili nie są takie gigantyczne liczby - powiedział gość radiowej Jedynki. Wskazał, że są firmy, które mają znacznie większą produkcję, nawet pojedynczych modeli. Zwrócił uwagę, że od debiutu ElectroMobility Poland minęło już dziesięć lat i spółka, patrząc w kalendarium, ma większe doświadczenie w motoryzacji niż Foxconn.
Piotr Szypulski przyznał, że widzi w tym projekcie więcej substancji niż w przypadku Izery. - Ale ewidentnie spuszczamy z tonu, dlatego, że w 2025 roku po polskich drogach miało jeździć już milion samochodów elektrycznych, z czego znaczna część miała być z polskiej produkcji - przypomniał. Zaznaczył, że po polskich drogach jeździ ponad 200 tys. z napędem elektrycznym, ale wliczają się w to samochody elektryczne i hybrydy plug-in. - Tych samochodów czysto elektrycznych mamy znacznie mniej. To jest teraz ok. 150 tysięcy - doprecyzował. Jak zauważył, "do tego miliona nam sporo jeszcze brakuje".
- Te zapowiedzi, które usłyszeliśmy teraz, są znacznie bardziej realistyczne od tego, o czym była mowa wcześniej, dlatego że wcześniej rzeczywiście mieliśmy do czynienia z makietami, projektami, z pięknymi prezentacjami. Natomiast w momencie, kiedy w 2020 bodajże roku prezentowano ten pierwszy prototyp i makietę samochodów, które nazwano wówczas Izera, dopiero była mowa o wyborze lokalizacji pod fabrykę - wyjaśnił. Dodał, ze było 17 takich miejsc przewidzianych. Podkreślił, że "nie było konkretnych zapowiedzi dotyczących finansowania". - Teraz przynajmniej mowa jest już o miliardach z KPO - zaznaczył.
Ekspert ocenił, że 4,5 mld zł jeśli chodzi o projekt samochodu, to jest mało. - Natomiast jeśli chodzi o zbudowanie fabryki, to to już są istotne kwoty - stwierdził. Zastrzegł, że przygotowanie produkcji będzie kosztowało kolejne miliardy.
Pytany o rynkowe szanse polskiego samochodu elektrycznego, który nie ma jeszcze nawet nazwy, w starciu z uznanymi markami i koncernami, Szypulski wyznał, że cztery lata temu oceniłby je minimalnie. - Natomiast proszę zwrócić uwagę na to, co się dzieje na europejskim rynku od ostatnich dwóch lat - powiedział, odnosząc się do ekspansji chińskich, nieznanych wcześniej marek. - W zeszłym roku w Polsce się sprzedało około 50 tysięcy sztuk aut marek, których jeszcze trzy lata temu nie znaliśmy - podał dane. Podkreślił, że potencjał jest. - Jak widać, da się w ciągu krótkiego okresu wejść na rynek motoryzacyjny i przekonać do siebie klientów, jeśli oferta jest dobra - powiedział. Przyznał, że ta sytuacja zaskoczyła ekspertów.
Wskazał, że argumentem za kupnem chińskiego auta jest też cena, ale jednocześnie zaznaczył, że klienci nie szukają już bardzo tanich aut i wolą zapłacić za lepsze wyposażenie i większy komfort.