
Wśród podejrzanych jest egzaminator nadzorujący Roman U., właściciel ośrodka szkolenia kierowców oraz kursanci, którzy mieli wręczać łapówki w zamian za pozytywny wynik egzaminu. Prokuratura nie wyklucza kolejnych zatrzymań, a osoby, które zdobyły uprawnienia w nielegalny sposób, mogą stracić prawa jazdy.
Roman U. trafił do aresztu na miesiąc. Usłyszał zarzut przyjmowania korzyści majątkowych w zamian za pomoc przy egzaminach na prawo jazdy. Do winy się nie przyznał. Zarzuty usłyszał również właściciel jednego z ośrodków szkolenia kierowców oraz 19 osób zdających egzamin.
Według ustaleń śledczych proceder miał polegać na podstawianiu osób, które zdawały egzaminy teoretyczne za właściwych kandydatów. W zamian przekazywane były pieniądze. Za przyjmowanie i wręczanie łapówek grozi od roku do 10 lat więzienia.
Jak podkreśla prokurator Łukasz Wojtasik, sprawa jest rozwojowa. - Większość osób z zarzutami to osoby, które wręczały korzyści majątkowe w zamian za niezgodne z prawem uzyskanie prawa jazdy. Krąg osób pozostających w zainteresowaniu śledczych stale się zwiększa - mówił na antenie PRK.
Szczególne emocje budzi fakt, że podejrzany egzaminator pełnił ważne funkcje w systemie szkolenia kierowców. Był ekspertem Ministerstwa Infrastruktury i zasiadał w komisjach odpowiedzialnych za weryfikację egzaminatorów oraz przygotowywanie pytań egzaminacyjnych.
-To nie był zwykły egzaminator. Była to osoba mająca realny wpływ na system egzaminowania i bezpieczeństwo ruchu drogowego - podkreślał Andrzej Łapa z portalu brd24.pl.
Ekspert zaznaczył jednocześnie, że nie należy przenosić odpowiedzialności na całe środowisko. - Na dziś wszystko wskazuje, że zarzuty dotyczą jednego egzaminatora. Nie można budować narracji, że problem dotyczy wszystkich pracowników WORD - dodał.
Podobnego zdania jest Tomasz Matuszewski, wiceszef WORD Warszawa. - Możemy tworzyć kolejne zabezpieczenia, ale jeśli zawiedzie człowiek, to każdy system da się obejść - ocenił.
Prokuratura zapowiada, że każda sprawa będzie analizowana indywidualnie. Jeśli potwierdzi się, że prawo jazdy zostało zdobyte dzięki korupcji, dokument może zostać cofnięty.
- Prokurator ma możliwość wzruszenia decyzji starosty i w konsekwencji odebrania prawa jazdy osobom, które weszły w jego posiadanie w niezgodny z prawem sposób - wyjaśnił prokurator Łukasz Wojtasik.
Śledczy nie ujawniają jeszcze, w jaki sposób wykryto cały proceder. Podkreślają jednak, że postępowanie wciąż się rozwija i niewykluczone są kolejne zarzuty. Eksperci zwracają uwagę, że sprawa z Zielonej Góry może stać się impulsem do zmian w systemie nadzoru nad egzaminatorami i sposobie ich weryfikacji.